Noc przedślubna

Wyrażenie to brzmi bardzo jednoznacznie w naszych czasach, kiedy to kochające się pary powszechnie i bez żadnego zażenowania razem spełniają swoje intymne potrzeby emocjonalne, bez moralnego ani prawnego usankcjonowania. Tym mocniej jest to niegodziwe w odniesieniu do ludzi wierzących, którzy wzajemną miłość odważają się wyrażać bez specjalnego błogosławieństwa.

Życie we dwoje nie jest łatwe; tym trudniej jest prowadzić je bez wsparcia z Nieba. Mało kto już tym się przejmuje. Tłumaczenia pozostawania w nieformalnych związkach przez dwoje ludzi zwykle są pospolicie jednakowe: trzeba się wypróbować, kochamy się, ale też nie jesteśmy siebie pewni, chcemy być razem, nie możemy się pobrać, to jest nasza sprawa itp. Stało się to już tak powszechne, że właściwie nie budzi zgorszenia. Starodawną zaś praktykę wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej wyrzucono do lamusa jako niedzisiejszą, zacofaną i niemodną. Niektórzy nawet nie zdają sobie z tego sprawy, że powinno być inaczej. Cóż, takie mamy czasy…

Szkoda! Gdy się spojrzy na statystyki rozstań i rozwodów, wyraźnie widać, że współcześnie jest ich przerażająco dużo, czego nie było jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wtedy też miłość musiała zostać przypieczętowana oficjalnym ślubowaniem małżeńskim, a co najmniej przyrzeczeniem cywilnym. Ceremonia religijna zaś przez swą sakramentalność szczególnie podkreśla wartość związku mężczyzny i kobiety, i cementuje miłość, tworząc podwaliny mocnego fundamentu normalnej rodziny.

Obecnie nawet słowa: „mąż” i „żona” powszechnie bywają zastępowane innymi, bardziej partnerskimi określeniami. Pojęcia: „panna” i „kawaler” prawie wcale nie są już używane. „Narzeczeństwo” wydaje się być stanem tak przestarzałym, że już zupełnie niefunkcjonalnym.

A przecież przez całe tysiąclecia bardzo dobrze sprawdzał się ów porządek moralny, prawnie regulujący implikacje małżeńskie i rodzinne. Sam ślub był dla człowieka najważniejszą w życiu sprawą. Tak było we wszystkich znaczniejszych religiach i kulturach. 

Pierwszych ludzi w Raju pobłogosławił sam Pan Bóg jako mężczyznę i kobietę, polecając im zaludniać ziemię i panować nad światem. Kolejne historie biblijne zawierają w sobie ważne aspekty rodzinne. Nowy Testament podkreśla ideały życia małżeńskiego. Absolutną jedność małżonków głosili greccy filozofowie. Ponadczasowe dzieła wybitnych myślicieli czy poetów zawsze akcentowały dobro wynikające z prawdziwej miłości, a potępiały gorszące wyuzdanie. W sztuce, muzyce i literaturze najpiękniej przedstawiano dążących ku sobie mężczyznę i kobietę. Oczekiwanie na całkowite spełnienie cechowało romantyczne napięcie. 

Pospolite wierszyki i przyśpiewki, zwłaszcza ludowe, przepełnione były wzajemną tęsknotą ukochanych. Także bajki, po zawiłych perypetiach pozytywnych bohaterów, zawsze kończyły się puentą w postaci hucznego ślubu, po którym małżonkowie „żyli długo i szczęśliwie”. 

Alkowa mieściła się kiedyś za kotarą tabu. I niepotrzebne były domówienia, bowiem tam natura działała bez potrzeby specjalnej edukacji. Miłość scalała dwoje zakochanych w jedno ciało i – co było najważniejsze – odbywało się to legalnie. Cierpliwe czekanie na spełnienie uznawano za dobre samo w sobie. 

Piękny tego obraz stworzył wiedeński artysta czeskiego pochodzenia Johann Franz Čačka, tworzący pod pseudonimami: Hans Zatzka, Zabateri, P. Ronsard, Joseph Bernard lub Bernárd Zatzka. Tworzył on na przełomie XIX i XX wieku. Jego dzieła zwykle przedstawiały scenki idylliczne, sielankowe, baśniowe, wręcz magiczne. Jest on także autorem licznych obrazów religijnych. Tenże malarz stworzył najbardziej znane przedstawienie Anioła Stróża, przeprowadzającego przez kładkę dwoje dzieci. Był on artystą popularnym i niezwykle pracowitym. Tworzył tygodniowo po dwie akwarele, obrazy olejne i litografie. Pozowały mu żona i dwie córki. Wiele z jego dzieł zostało powielonych w oleodrukach, które zdobiły potem mieszkania. Występowały też jako reklamowe etykiety i pocztówki.

Na jednym z nich przedstawił uroczą pannę spędzającą ostatnią noc przed ślubem. Młoda kobieta jest rozmarzona, w koronkowym negliżu, na miękkim łożu, owiana pastelową aurą; czyli dokładnie taka, jaką chciałby widzieć ją ukochany. Tęskni za doznaniem prawdziwej miłości. Radośnie czeka na ten moment. Wokoło niej krążą myśli w postaci niewinnych amorków. Otacza ją to, czym pragnie obdarzyć ukochanego: panieński wianek, biel ślubnej sukni, klejnoty najlepszych cnót, bukiety szczerych uczuć, girlandy marzeń, subtelne nutki miłosnych drżeń serca, romans zapisany na kartach powieści… Temat wionie słodyczą, jaką powinna smakować rozkoszna miłość nowożeńców. Wszak niegdyś, nie bez sensu, kolację przed nocą poślubną nazywano właśnie cukrową. Jest to obraz najwdzięczniejszych chwil z przełomu życia dziewczyny w kobietę. Patrząc na niego, można zatęsknić za tym, co kiedyś było wzniosłe, a niestety zostało strywializowane. Miejmy nadzieję, że ta dawna obyczajowość jeszcze powróci.

Autor: Barbara Maria Czernecka

Śląski Kurier Wnet nr 61/2019